RSS
wtorek, 10 listopada 2015

Odebrało mi mowę. Czułam jak moje ciało odmawia posłuszeństwa a oczy zalewają się łzami. Pośród niezwykle cichej nocy dało się słyszeć uderzenie kości w moich kolanach o zimny, twardy i bezlitosny bruk. Moje dłonie oparły się o ziemię a wzrok utkwił w jej mrocznej głębi. A Natasha wciąż tam była. Jej zimne ręce opływały delikatnie jej ciało a twarz miała nader spokojny wyraz. Gdy zawiał mocniejszy wiatr jej oderwane od ziemi stopy delikatnie się poruszyły. Sine i zimne dłonie zdawały się wyglądać jak gdyby jeszcze przed chwilą wyciągane były po pomoc. Wire również tam był. Również zszokowany. Z trudem przełykając cierpienie odciął granicę światów, którą stanowił sznur. Jasny, związany na dwa sploty, jaki już kiedyś w swoim życiu zrobiła. A może to ten sam? Wire trzymał w swych rękach jej miękkie włosy i bezwładne nogi. Dławiła go bezsilność. Wstałam. Poszłam w jego stronę. Miałam wrażenie jakby każdy mój krok trwał lata świetlne. Usiadłam obok nich i wzięłam ją za rękę. Pięknie oświetlony, ogromny most, na którym wiele było prętów do zawieszenia sznura. Wszystko było tak puste i bez nadziei, że jedyne pytanie o jakim pomyślałam to dlaczego akurat ten pręt. W końcu Wire zaczął się uspokajać.
- Znałeś ją ? - spytałam cicho
- Tak - odpowiedział szeptem
- Dobrze ?
- Bardzo dobrze
- Więc... dlaczego ?
Spojrzał w moje oczy. Bezsilność i cierpienie jakie z nich płynęło nie jest stanem do opisania przez kogokolwiek. 
- Nie wiem. 

poniedziałek, 09 listopada 2015

- Kim Ty jesteś - spytałam w szoku
- To nie jest Twoja sprawa - wydukał równie zszokowany towarzysz
- Chyba jednak jest skoro jesteś w moim pokoju - uśmiechnęłam się lekko, chociaż wcale nie było mi do śmiechu
- No racja - odwzajemnił uśmiech - jestem Wire, a Ty pewnie jesteś Nadia?
- Owszem

Przyjrzałam się mu dokładniej. Miał szafirowe oczy i ciemne włosy oraz uroczy uśmiech. Był wyższy ode mnie, ale nie wzbudzał strachu.

- Wybacz, że tak się "rozgościłem" - uśmiechnął się przewracając oczami
- Okej, trudno - stwierdziłam - czego tu szukasz?
- Potrzebuję informacji
- Są aż tak cenne?
- Dzięki nim jeszcze żyję - powiedział tak jakby do siebie
- Nie powinno Cię być w pobliżu Nero
- Nie musisz się martwić - podniósł głowę i uśmiechnął się
- Ale oni mogą Cię zabić - powiedziałam poważnie
- Ale jestem klerykiem z mocą - odparł
- To znaczy...
- Jaki jest symbol kleryków - spytał sceptycznie
- Feniks
- A co on ma ? - uśmiechnął się znów z błyskiem w oku
- Eeee... skrzydła ? - to było pierwsze co przyszło mi do głowy
- Bingo ! 

- Ale oni są niebezpieczni, uważaj - próbowałam go ostrzec
- W porządku, ale Ty powinnaś bardziej na siebie uważać
- Ja sobie poradzę, jak zawsze - powiedziałam dumnie
- Wiem - odparł szybko
- Skąd ?
- Mam wrażenie jakbym Cię znał od zawsze - wypowiadając te słowa popadł w zadumę
- Chyba oboje powinniśmy się stąd ulotnić
- Masz rację - powiedział, po czym wstał, spojrzał na mnie ostatni raz i wyszedł.

Zajęłam się przeglądaniem tego co zostało z mojego pokoju po ostatnich wydarzeniach. Nie znalazłam tam jednak nic interesującego, a co gorsza nie znalazłam figurki. Stwierdziłam, że nie mam wiele czasu zanim zorientują się, że mnie nie ma. Wyszłam z domu i poszłam w kierunku mostu. Przypominałam sobie wszystkie lata, kiedy bawiłam się beztrosko na ulicach tego miasta, a później ostatnią rozmowę z Natashą. I wtedy ją ujrzałam...

niedziela, 08 listopada 2015

Nie byłam pewna co się dzieje, więc wstałam z łóżka, uchyliłam drzwi od pokoju i wyszłam na korytarz próbując usłyszeć cokolwiek. Bardzo się bałam, ale odetchnęłam z ulgą kiedy usłyszałam głos Lucasa. Po cichu, powolnymi krokami schodziłam na dół, żeby dowiedzieć się co zaszło. W końcu Lucas miał zostać u kleryków. Kiedy udało mi się dostać do drzwi usłyszałam fragment rozmowy.

- Musiał tam być kiedy rozmawialiśmy - powiedział Lucas a ja przez chwilę wysunęłam głowę i zobaczyłam, że jest mocno poturbowany.
- Kto. Kto konkretnie !? - grzmiał Nero
- Wire. Musiał nas widzieć i wszystko doniósł klerykom. Ledwo się stamtąd urwałem - spuścił głowę Lucas z nieukrywaną bezsilnością
- Słyszałem o nim kiedyś - dodał Matt próbując przypomnieć sobie szczegóły
- Słuchajcie. Mam za dużo ludzi do likwidacji, jego też mamy zabić ? - Nero powiedział to bardzo spokojnie
- Do kleryków nie mam co wracać, ale zabijanie Wire to głupota w tej sytuacji - stwierdził Lucas
- Czemu ? - zdziwił się Matt
- Ponieważ Wire żyje wśród nich od dawna i w uzyskiwaniu informacji jest bardzo obrotny. Gdyby go pomęczyć to mógłby nawet być dla nas przydatny - uśmiechnął się pod nosem Lucas
- Dobry wieczór ! - podniesionym głosem powiedział Nero.

Zupełnie nie pasowało mi to w kontekście rozmowy, ale kilka sekund później wyłonił się zza framugi i nasze oczy się spotkały. 

- Nie jest ładnie podsłuchiwać - uśmiechnął się Nero z przekąsem
- Yyyyyyy... ten - zdążyłam wydukać i odwróciłam się na pięcie w stronę schodów
- Nadia - zwrócił się do mnie Nero gdy byłam już w połowie schodów, a jego koledzy wyszli z pokoju - na prawdę połóż się spać. Uwierz mi, jesteś tu bezpieczna - uśmiechnął się Nero
- A co jak przyjdzie Wire ? - spytałam szybko
- To znajdziemy ładny, dźwiękoszczelny pokoik dla naszego przyjaciela, a Ty się tym nie przejmuj - na te słowa zaśmiali się wszyscy szyderczo.

W sumie i tak miałam już dość na dziś, więc poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i próbowałam przypomnieć tamtą sytuację, ale nie widziałam w swoich wspomnieniach żadnej schowanej osoby. To wszystko nie pozwalało mi zasnąć, a wręcz zaczęły dręczyć mnie myśli o moich rodzicach, przyjaciołach i co dalej z moim życiem. Czy nie lepiej dla mnie byłoby zginąć. Nie wiedziałam jeszcze, że ktoś ma inny plan, trudniejszy niż zabicie. Męczona myślami stwierdziłam, że muszę w końcu sprawdzić co się tak na prawdę działo kiedy mnie nie było. Ubrałam się w bluzę Nero, którą znalazłam w pokoju i po cichu wyszłam z domu. Nie wiedziałam gdzie mam iść najpierw więc stwierdziłam, że najbezpieczniej będzie iść do domu. Otworzyłam drzwi i rozpłakałam się. Nie tak dawno jeszcze moje życie było życiem normalnej nastolatki. A teraz... Przechodziłam przez pokoje i dotarłam do swojego. Zapłakana i wściekła kopnęłam z impetem w drzwi. Wtedy nasze zszokowane oczy się spotkały.

czwartek, 05 listopada 2015

- Postaraj się wytrzymać jeszcze chwilę póki nie jesteśmy gotowi na konfrontację - stwierdził Nero i skinął na Lucasa.

Lucas zaczął biec w stronę kleryków, ale w ostatnim momencie wyjął swój sztylet i zadał sobie parę ran. Nero w tym czasie chwycił mnie za rękę i biegliśmy w stronę świątyni Anth. 
Wszystko wskazywało na to, że mamy sojusznika wśród kleryków, jednak nie zdawaliśmy sobie sprawy z obecności jeszcze jednej osoby.

Na przeciw mnie i Nero wyszedł Matt. Zabrał nas do swojego samochodu aby odwieźć do Roades. Kiedy całe emocje ze mnie opadły zaczęłam płakać. Nero przytulił mnie mocno do siebie, ale nic nie powiedział. Miałam wrażenie, że ta sytuacja przerasta i jego. Wreszcie dotarliśmy do domu. Posłusznie poszłam na górę, umyłam się i prawie zasypiałam wlokąc się do pokoju, który był moją tymczasową sypialnią. Nero stał w korytarzu i patrzył na mnie zmartwiony. Widziałam wiele poważnych ran na jego ciele, ale on zdawał się nie brać ich pod uwagę. Stanęłam naprzeciw niego i czułam się bezsilna. Podszedł do mnie powoli jak myśliwy na polowaniu i delikatnym ruchem odsunął ramiączko mojej bluzeczki cały czas patrząc mi w oczy. Zauważyłam jak na jego ustach pojawia się uśmiech. Zamykałam oczy kiedy jego dłoń wodziła bezcelowo po mojej talii. Ta krótka chwila w naszych umysłach trwała wieki więc i w końcu nadszedł jej kres.

- Nadia - rzekł do mnie szeptem - chciałbym, żebyś już poszła spać
- Nie będę miała z tym problemu - oznajmiłam z lekkim uśmiechem

Nero już nic nie odpowiedział tylko otworzył mi drzwi do pokoju i odszedł. Położyłam się do łóżka i czułam jak tonę w miękkiej pościeli a wokół unosił się zapach jej właściciela. Nie chciałam tego uczucia, ale zniewoliło mnie zupełnie. Nie wiedziałam jeszcze, co za chwilę się wydarzy. A niestety nie zanosiło się nawet na odrobinę odpoczynku. Ktoś zapukał do drzwi... 

sobota, 11 kwietnia 2015

Kleryk ze sztyletem podchodził do mnie powoli a jego wzrok płonął nienawiścią. Nagle przystanął a pozostałych dwóch zwabionych dziwnymi odgłosami wyjęło miecze i wybiegło z pomieszczenia. 

- No cześć - zaśmiał się kleryk stojący przy mnie rozcinając więzy na moich rękach.

Starłam zupełnie oszołomiona a Nero śmiał się głośno. Drugi kleryk zdezorientowany próbował uciekać, ale szybki cios sztyletem udaremnił próbę zachowania życia. Zrozumiałam wtedy, że Nero nie mógł sobie pozwolić na wrogie przekręty do tego stopnia, że miał swoich ludzi w Kath. Uwolniony z klatki podszedł do mnie i jak nigdy na prawdę delikatnie przytulił. Wszystkie negatywne emocje opadły ze mnie w ciągu tej krótkiej chwili. Nero skinął na swojego towarzysza i zwrócił się do mnie.

- Poznaj Lucasa. Jest najlepszym władcą sztyletów jakiego dane było mi spotkać przez tyle tysięcy lat - puścił mi oczko.  
- Może nie najlepszym, ale chyba jedynym - zaśmiał się do mnie Lucas.

Po tej chwili zauważyłam, że Nero ma nie lada dylemat jak wydostać się teraz z tej jaskini. 

- Może dałbym sobie radę, jak myślisz ? - spytał Nero nasz wybawca.
- Nie wiadomo ile ich tam jest. 
- To Ty jesteś dobry w podchodach - uśmiechnął się do Nero
- Uważaj na Nadię, postaram się wrócić jak najszybciej
- Z przyjemnością - odparł Lucas a Nero odwrócił i popatrzył się na niego dziwnie.
- Więc to Ty jesteś przyczyną tej całej akcji ? - spytał mnie Lucas
- Ja niczego nie chciałam... A kim Ty właściwie jesteś?
- Przez długi czas byłem klerykiem, ale Nero namówił mnie na przejście do Anth.
- Jak to możliwe, że w świątyni Kath nie dało się tego odczuć. Czytałam, że jeśli obcy są wśród nich to dzieją się tam rzeczy, które naprowadzają do takiej osoby. - zauważyłam zdziwiona
- Owszem, masz rację. Ale ja byłem klerykiem. A wtedy to nie jest pełne przynależenie do Anth. Chociaż de facto opowiedziałem się po stronie Anth nieco później. 
- Czym Nero Cię przekonał?
- Kupił mi frytki.
- Coooo... - zupełnie nie ogarnęłam tej odpowiedzi, zwłaszcza, że i sytuacja i sposób w jaki wypowiadał te słowa były zupełnie poważne
- Nie mogę Ci tyle mówić. Nie wiem w zasadzie o czym mogę. O. Zresztą nieważne.

Wtedy właśnie na horyzoncie  pojawił się Nero i od razu doskoczył do Lucasa. 

- Dwóch z prawej i dwóch z lewej - powiedział szybko Nero
- To co? Ja z prawej, Ty z lewej ? - odparł z uśmiechem sztyleciarz
- Tylko szybko, chyba przybędzie pomoc - po tych słowach rzucili się do wyjścia.

Zostałam jeszcze w jaskini rozglądając się za czymś co mogło by się przydać do obrony, ale niestety nie uświadczyłam niczego przydatnego. Rozglądałam się jeszcze przez kilka minut, kiedy do jaskini wpadł wściekły Nero

- Nadia ! Ja Cię uduszę kiedyś kurwa ! - doskoczył do mnie i zaskoczoną przerzucił przez plecy - Nie ma czasu na zabawę, zaraz może być krwawo. Chociaż raz ułatwiłabyś mi życie...

Wybiegł z jaskini i podążał w stronę lasu. Tam doszliśmy do Lucasa i postawił mnie na ziemię. 

- Nero, jeśli zjawi się straż to muszę opowiedzieć się po Twojej stronie, albo udawać pobitego.
- Cholera, pasuje mi, żebyś dalej tam szpiegował...
- Więc - spytał Lucas rozglądając się niepewnie... 

 

----------------------------------------------------------------------------------------
Łukaszu - życzę Ci wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :)  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7