Blog > Komentarze do wpisu

"Nadia" - cz XII i XIII "Połowa zagadki"

Otworzyłam delikatnie oczy i zobaczyłam, że to Shadow. Nie wiem jak wtargnął do domu Nero i czemu chciał mnie stamtąd zabrać, ale nie dyskutowałam. Ubrałam się posłusznie i szybko zeszliśmy do jego samochodu. W ciszy trochę zasypiałam, aż w końcu całkiem zasnęłam. Gdy się obudziłam byliśmy już w Sila. Jest to duże miasto, największe jakie jest w okolicy. Około 2 godziny drogi od Roades. W końcu wysiedliśmy. Ujrzałam duży budynek. Ciekawa architektura. Wyglądał bardzo staro, ale był zadbany. Weszliśmy do środka. Było zimno i bardzo, bardzo cicho. Powoli zaczęłam dygotać.


-Zimno Ci ?-zapytał troskliwie Shadow

-Nie wiem czy to z zimna, czy ze strachu... -odpowiedziałam cicho

-Ubierz to -podał mi swoją bluzę

Posłusznie wsunęłam się w jego bluzę. Przebiła mnie jego zapachem. Mocno. Doszliśmy do ogromnej sali. Bardzo oświetlonej. Siedziało tam sporo ludzi, razem tworzyli okrąg. Byli to i staruszkowie i dorośli i młodzi, a nawet było parę dzieci. Usiedliśmy razem z nimi. Panowała absolutna cisza. Zauważyłam, że mają zamknięte oczy. Zrobiłam to samo. Posiedziałam chwilę, ale nic się nie działo, więc szturchnęłam Shadowa. Siedział jak zahipnotyzowany. Dopiero moje mocne szturchnięcie go "wybudziło". Wstał i wyprowadził mnie stamtąd.


-Gdzie jesteśmy ? -spytałam niepewnie

-W świątyni Kath -odparł wesoło

-A Ci ludzie to...

-Tak, Klerycy


Byłam zdumiona, wszystko działo się bardzo szybko. Rozglądałam się wokół. Zauważyłam, że dach ma kształt kopuły. Na tej kopule wyryty był Feniks odradzający się z wody. Wszędzie było dużo miejsca i światła. Nagle zauważyłam, że ludzie zaczęli wychodzić.


-Witaj -uśmiechnął się do mnie starszy mężczyzna

-Dzień dobry... - odpowiedziałam niepewnie

-Widzę, że Shadow Cię przyprowadził. Jestem Euzel. Żyję i nauczam w tej świątyni już od wielu lat. Ty pewnie jesteś Nadia ? Ciężkie musi być Twoje życie.


Wszystko to mówił bardzo spokojnie, jego twarz nie wyrażała prawie żadnych emocji. Shadow wydawał się być nieco zawstydzony, wzrokiem odprowadzając młode Kleryczki. Dopiero porozumiewawcze chrząknięcie starego Kleryka wyrwało go z tego stanu.


-Ja sobie jakoś radzę - odparłam

-To cieszę się. -uśmiechnął się do mnie starszy Kleryk - A Ty co zrobiłeś ? Jak Ci poszło z Shaftim ? -zwrócił się do Shadowa

-Noo... Średnio - powiedział niepewnie widząc moje zdumione spojrzenie.

-To widać. Oprowadź Nadię i weź się za siebie - skarcił go starszy Kleryk i odszedł.

-Zaprowadzę Cię do pokoju - rzekł szybko

-Moment, moment... O co chodzi z Shaftim ? -zapytałam zdenerwowana

-Opowiem Ci wszystko, ale wieczorem, ok ? 

-Dobra - stwierdziłam zrezygnowana


Zaprowadził mnie do mojego pokoju. Wyglądało to raczej na celę. Małe pomieszczenie, mocno oświetlone z wyrytym na suficie Feniksem. Już miałam pytać, czy oni wszyscy tu tak żyją, gdy zauważyłam, że Shadowa przy mnie nie ma. Nie miałam zbyt wielu rzeczy przy sobie, bo przecież wyrwał mnie tak nagle, że mało co zdążyłam spakować. Położyłam się do łóżka i zdrzemnęłam się. Wieczorem usłyszałam pukanie do drzwi. Stał w nich Shadow. 


-Idziemy na spacer? -spytał ochoczo

-Jasne -odpowiedziałam

-Pokażę Ci parę ładnych miejsc -rozmarzył się


W zupełnej ciszy przemierzaliśmy ulice Sila. Oboje czuliśmy się nieco nieswojo. Była już noc. W dodatku nie miałam na sobie nic ciepłego. Widząc to, Shadow bez słowa włożył na mnie swoją bluzę. Doszliśmy do góry. Na szczycie było drzewo, a pod nim przepaść. Wyszliśmy i usiedliśmy pod drzewem. W zupełnej ciszy. Dopiero po chwili odważył się ją przerwać.


-Wiem, że nie jest Ci łatwo - zaczął  -To od Ciebie teraz dużo zależy. Jednak wiem też, że sobie poradzisz. Pomogę Ci, jeśli chcesz -mówiąc to przytulił mnie

-Nie wiem o co tu chodzi... To wszystko dzieje się tak szybko i niespodziewanie... -odparłam wystraszona


Nagle usłyszałam jakieś kroki. Odwróciłam głowę i ujrzałam kilkanaście dużych, kruczoczarnych psów. Gwałtownie się odsunęłam, mało nie wpadając w przepaść. Shadow już stał. Kilka psów podbiegło do niego, ujadając wściekle. Potknął się i runął w przepaść. Krzyknęłam przerażona. Nagle ujrzałam jak z przepaści wylatuje duży, niebieski ptak. Odleciał w akompaniamencie szczekania. Gdy spojrzałam znów przed siebie, nie widziałam żadnego psa. Widziałam Nero. Wściekłego. Płakałam ze strachu i bezsilności, a on stał nade mną wściekle wodząc oczami za odlatującym ptakiem.

piątek, 07 grudnia 2012, nastixs
NIE KOPIOWAĆ. PRAWA AUTORSKIE.

Polecane wpisy