Blog > Komentarze do wpisu

"Nadia" - cz VII "Deamony"

-Sprawy się skomplikowały  -zaczęła Amel  - To jeden jedyny raz, jak możemy się z Tobą zobaczyć. Chciałam Ci pomóc, ale pokrzyżowali mi plany... Śmierć przyszła przebiegle i zbyt szybko.

-Więc... To nie była naturalna śmierć ?  -spytałam z przerażeniem

-Nie  -odparła szybko  - Ale to już nie ważne. Musisz sobie radzić z tym co wiesz. Sama. Niestety.

-Dziecinko...  -zaczęła łamanym głosem babcia   -To nie są psy. To są Deamony. Ten list, który napisałam... On mówił za dużo. To było niewygodne. Nie bój się ich. Oni nie mają prawa Cię zabić, ani nawet skrzywdzić. Jesteś im potrzebna. A imię Deamona Najwyższego, to SHAFTI. To i dalszą część listu wyrwały, bo im zagrażała. On stał się Deamonem Najwyższym, ale nie na tyle silnym, żeby nie zostać pokonanym. Reakcja pierwotna była zbyt słaba. Trzeba było regenerować siły na reakcję wtórą. Wyznawcy Anth umarli szybką i tajemniczą śmiercią. I wydawało się, że wszystko jest dobrze. Że zostali tylko Klerycy. Shafti miał moc przywołania ich i władania nimi. Ale nie potrafił jej wyzwolić. Potrzebował duszy, która była czysta. Musiała być więc wśród Kleryków. Wymaganie było nawet większe. Musiała to być młoda kobieta, do 20 roku życia. Nieskazitelna. Dodatkowo musiała chcieć oddać duszę. W grę wchodził tylko podstęp. Ale Shafti popełnił błąd. Znalazł dziewczynę i zabrał jej duszę siłą. Łamiąc zasady pokrzyżował swoje plany. Nie tylko nie zdołał posiąść władzy, ale kontratakowała i to było przyczyną zniszczenia Deamonów. Musiał się odrodzić na nowo i zgromadzić siły.

-Shafti... Tak mówią na tego chłopaka z osiedla  -powiedziałam przerażona  -I co to ma wspólnego ze mną?

-Widzisz... To jest ten czas powrotu. To Twoja misja. Teraz Ty jesteś tą dziewczyną, której duszę musi posiąść. I odda za to wszystko. Boję się jednak, bo jest bardziej przebiegły niż kiedyś. Musisz wyzbyć się wszystkich uczuć do niego. Jest Twoim wrogiem, znienawidź go.

-Ale...    -nastała głucha cisza. Zniknęły...


Wybudziłam się. Burza przeszła. Spojrzałam na figurki. Były w równowadze. Mimowolnie wstałam, ubrałam się i wyszłam z domu. Poszłam w stronę jaskini. Nie myślałam nad tym co robiłam. Po prostu tak dyktowało mi wnętrze. W oddali dało się słyszeć jeszcze grzmoty po odchodzącej burzy. Było szaro i nieprzyjemnie. Ciarki przechodziły przez całe moje ciało. Wreszcie stanęłam przed jaskinią. Nie wiedziałam po co przyszłam. Może nie powinnam była. Weszłam do środka. Serce zaczęło mi mocnej bić. Usłyszałam warczenie. Obróciłam się. Tam nie stał jeden pies. Było ich wiele. Nagle jednak, tak jakby zapadły się pod ziemię. Usłyszałam wyjące głosy połączone ze śmiechem i płaczem. Atmosfera niczym w horrorze. 


-Kim jesteście?   - zapytałam pewnie

- A a a nie wiesz ?  -odpowiadały z różnych stron głosy   - A a a dobrze, że jesteś. Myyyy... Władcy. Piekielni władcy. Ciemności. I ognia. Taaaaak. Ognia. Władcy! Śmierci... Trzeba nam wyjść, wyjść...

-Nie wyjdziecie  -powiedziałam szeptem w strachu. Czułam się słabo. Ich głosy były przerażające.

-Grzeczna dziewczynka  -parszywe, szydercze, szare oczy

-Wiem, co chcesz zrobić!

-Wiem, że wiesz.

-Nie pozwolę Ci!

-Pozwolisz...

-Nigdy!  - poczułam, że robię się coraz słabsza. Coś było w powietrzu. Coś, co mnie przytłaczało.

czwartek, 29 listopada 2012, nastixs
NIE KOPIOWAĆ. PRAWA AUTORSKIE.

Polecane wpisy